Nad odcinkiem Dolnej Wisły między wsią Rudniki, a Piekłem w województwie pomorskim spędziłem swoją spinningową młodość i nadal spędzam tam czas, kiedy tylko mogę. Jest to rzeka, gdzie nie patrzy się na zegarek, a czas za szybko mi ucieka.
Swoją opowieść zacznę historią tego odcinka Wisły i historią Zapory w Białej Górze. Materiał ten zaciągnięty został w Wikipedii.

Historia

Punkt rozdziału wód Wisły na dwa główne ramiona, zwany Cyplem lub Narożnikiem Montowskim był od dawna jednym z kluczowych punktów w działalności człowieka na Wiśle, zaś sposób rozdziału wód powodował w przeszłości liczne zatargi.

Na tym odcinku Wisły układ rzeki zmieniał się wielokrotnie. W dawnych czasach Nogat stanowił jedno z głównych ramion delty Wisły. Jeszcze ok. 1550 roku około 87% wód wiślanych spływało Nogatem. W XVI wieku rozpoczął się jednak proces obniżania się lustra wody w Nogacie – grożący z czasem wyschnięciem rzeki. Chcąc temu zapobiec miasta Gdańsk i Elbląg dążyły do stałej regulacji układu nurtu rzecznego m.in. przez przekopanie kanału pomiędzy Wisłą a Nogatem. W 1553 roku przekopano kanał pod Białą Górą, co uratowało Nogat od wyschnięcia. Wówczas jednak większość wód zaczęła płynąć Nogatem, a Wisła przestała być żeglowna na odcinku Biała Góra – Gdańsk.

Wywołało to wieloletnie spory o wodę, której niedobór stał się uciążliwy dla mieszkańców Gdańska a nadmiar szkodliwy dla miejscowości położonych nad Nogatem. Spory doprowadziły w 1612r do decyzji budowy tamy regulującej podział wód Wisły w stosunku do Nogatu jak 2:1. Tama ta spełniała swoje zadanie do wojen szwedzkich (połowa XVII w). Zniszczenie jej przyniosło ponownie niekorzystny układ stosunków wodnych: Wisłą popłynęło 1/3 a Nogatem 2/3 przepływu. Dopiero jednak od 1830r podjęto ponownie zdecydowane próby w kierunku regulacji Wisły na dolnym odcinku. W 1848r zatwierdzono projekt w myśl, którego odgałęzienie Nogatu od Wisły przeniesiono 4 km poniżej Białej Góry do m. Piekło, przekopując kanał i wznosząc drewniany jaz przeciw krze lodowej oraz system wałów przeciwpowodziowych (z tzw. wielkim upustem, służącym do odprowadzenia wód Liwy do Nogatu).

Prowadzone pomiary wykazały podział wód pomiędzy Wisłą a Nogatem w stosunku 4:1. W 1879r podwyższono wał przeciwpowodziowy Wisły i przebudowano wielki upust. Kolejne radykalne decyzje zapadły w 1888r po przerwaniu wału przeciwpowodziowego i zalaniu kotliny elbląskiej. W latach 1889 – 95 uregulowano ujście Wisły, wykonując tzw. przekop oraz odcinając Wisłę Elbląską (Szkarpawę) i Wisłę Gdańską (Martwą Wisłę). śluzami w Gdańskiej Głowie i Przegalinie.

Mocą kolejnej decyzji w 1900r postanowiono wykonać regulację Nogatu. Regulacja Nogatu to praktycznie całkowite odcięcie dopływu z Wisły do Nogatu, obecnie Nogatem płynie do 30 m3/s (co stanowi ok. 3% przepływu średniego Wisły). Rzekę Nogat skanalizowano przyjmując, że szlak winien umożliwiać ruch statków o nośności 400 ton, długości 55m, szerokości 8m i zanurzeniu 1.6m. Stały poziom wód Nogatu zapewniają trzy stopnie wodne: Michałowo, Rakowiec i Szonowo o praktycznie identycznej konstrukcji, różniące się jedynie spadem i drobnymi szczegółami konstrukcyjnymi. Tak więc historia zatoczyła koło: kiedyś Nogatem płynęło ok. 87% przepływu Wisły obecnie niecałe 3%.

Obecny stan węzła wodnego Biała Góra ukształtował się w XIX – XX w. Z połowy XIX w (1852r) pochodzi tzw. wielki upust – najstarszy element węzła (przebudowany w 1879r). Prace przy budowie właściwego, obecnie eksploatowanego stopnia rozpoczęto w sierpniu 1912r, zakończono w 1915r.

Najpóźniej powstała obecnie nieużywana mała śluza w ujściu Liwy do Nogatu (wybudowana w latach 30-tych XX-tego wieku dla potrzeb żeglugi niewielkich jednostek rzeką Liwą).

Zapora

 Zadaniem stopnia jest ochrona przeciwpowodziowa terenów położonych wzdłuż Nogatu przed wysokimi stanami rz. Wisły, umożliwienie żeglugi rzeką Nogat (od rz. Wisły do Zalewu Wiślanego) oraz alimentacja przepływu ze zlewni własnej Nogatu wodami Wisły (w okresie, kiedy poziom Wisły przekracza poziom wody w Nogacie).

Stopień Biała Góra składa się z następujących obiektów:

• śluza komorowa wraz z wrotami przeciwpowodziowymi

• jaz kryty trójprzęsłowy

Jaz

 Jaz Biała Góra usytuowany jest w korpusie prawego wału przeciwpowodziowego rzeki Wisły, biegnącego w poprzek Nogatu.

Jego zadaniem jest:

• alimentacja dopływów ze zlewni własnej Nogatu wodami rzeki Wisły w okresie, kiedy poziom wody w Wiśle jest wyższy niż poziom wody w Nogacie

• piętrzenie wód rz. Wisły w okresie prowadzenia przez rzekę Wisłę wód powodziowych

• piętrzenie wód rz. Nogat w okresie, kiedy stan wody Wisły jest niższy od poziomu wód w Nogacie

Jaz posiada konstrukcję betonową oblicowaną cegłą klinkierową o trzech światłach. Każde z trzech świateł jazu posiada podwójne stalowe zasuwy (od strony Nogatu i od strony Wisły). Do 1996r mechanizm podnoszenia zasuw posiadał napęd ręczny, obecnie jest to napęd elektryczny.

Śluza Biała Góra jest śluzą komorową o konstrukcji betonowej, oblicowanej cegłą klinkierową z wrotami wspornymi dwuskrzydłowymi z mechanizmami o napędzie ręcznym. Komora jest napełniana i opróżniana przez kanały obiegowe, umieszczone symetrycznie w głowie górnej i dolnej. Zamknięcia kanałów stanowią zasuwy o napędzie ręcznym.

Śluza ma nietypową konstrukcję dzięki czterem parom wrót wspornych (po dwie pary w głowie górnej i dolnej), które umożliwiają śluzowania jednostek zarówno przy stanach Wisły wyższych jak i niższych niż w Nogacie. Wrota śluzy to wrota wsporne dwuskrzydłowe, konstrukcji stalowej o poszyciu jednostronnym z blachy stalowej łączonej na nity. Bezpośrednio do głowy górnej śluzy przylega głowa wrót przeciwpowodziowych.

O Wędkowaniu i Samej Wiśle

Wisła w okolicach Białej Góry w województwie pomorskim to odcinek jak każdy inne i jak każdy inny odcinek ukrywa w swojej grubej wodzie okazy drapieżników, o których nawet nie śnię.

Ten odcinek jest uregulowany na całej długości. Czasami zdaje mi się, że Wisła chciałaby powrócić do stanu pierwotnego z przed kilkuset lat. Na zakrętach nie bezpiecznie napiera na brzeg, wymywa głębokie rynny, próbuje zniszczyć stojące na jej drodze ostrogi.

Zima w tym jej pomaga najszybciej. Od 1995 roku, kiedy zacząłem moją przygodę ze spinningiem ten odcinek był inny niż teraz. Był prawie jak z salonu!!! A teraz?? Ostrogi są zniszczone, nie które trochę rozmyte. To daje do myślenia…

Ten odcinek Wisły obfituje w prawie wszystkie gatunki naszych drapieżników.

I uwierzcie mi, że są ostrogi, które trzymają w swoim zapleczu nie tylko klenie i jazie, ale i szczupaki, sandacze…a i boleń zawsze kręci się w pobliżu. Tylko ilość i jakość naszego wyposażenia zweryfikuje nasze późniejsze zapędy w polowaniu na różnorodność tej rzeki.

Dla lepszej opowieści o tutejszych drapieżnikach zamieszczę kilka opowiadań z kilku ostatnich wypraw wędkarskich.

Może opisy i zdjęcia oddadzą trochę uroku i piękna tej okolicy?? Sami oceńcie.

3 lata temu

To mój pierwszy wypad spiningowy w tym roku. Traktuję go jak przechadzkę nad rzeką. Zabieram ze sobą dwa kije. Tradycyjnie odległościówkę, na wypadek jakby pokazał się jakiś kleń lub jaź i tradycyjnie mojego Genesisa
Zaczynam od pierwszej ostrogi w dole rzeki za Zapora w Białej Górze. Stan wody jest średni, więc ryba powinna być raczej przy brzegu, chociaż wiadomo, jak to jest z rybami – czyli nigdy nie wiadomo.
Na początek mały woblerek – szukam klenia. Po parunastu rzutach zmiana na rippera 3 cm. koloru seledynowego. Pukam nim o dno. Liczę na brania okoni, ale nic.
Idę na następną ostrogę.
Parę rzutów obrotówką w przybrzeżnej części ostrogi nie przynosi rezultatu. Idę za ostrogę. Znowu obstukuje zapływową cześć ostrogi seledynowym rippeerem 3 cm., ale bez rezultatu. Hmm…Pewnie ryba zaczyna się już grupować w tylko sobie znanych miejscach. Ale widać jeszcze drobnicę, więc coś przy brzegu musi być…
Trzecia ostroga…
Ten sam schemat. I tym razem już po kilku rzutach w płytkiej wodzie na napływie łowię dwa okonie 16cm. i 18cm.
Jednak potem to już tylko cisza. Na nic nie pomaga obławianie płytkiego i rozległego przelewu. Klenia ani śladu. To samo okoń. Obstukuje dno paprochami, ale ani puknięcia.
Czwarta…ostatnia ostroga…
Tutaj za ostroga łowię jednego okonia 17cm. Skusił się tradycyjnie na obrotówkę, którą prowadziłem tuz przy przybrzeżnych kamieniach. Przed ostrogą w krótkim czasie łowię dwa niewymiarowe szczupaczki. Wzięły na seledynowego ripperka nr. 3.
To naprawdę znakomita przynęta na zębate. Udowodniła mi to niejednokrotnie.
Czas jechać do domu, bo jest tyle do załatwienia.

2 lata temu

Dzisiejsze łowienie na Królowej Polskich Rzek rozpoczynam o 5 rano. Nie jest to może już świt, ale kto powiedział, że nad Wisłą najlepsze brania kleni rozpoczynają się na przełomie świtu??
Po rozłożeniu dwóch zestawów pędzę na wcześniej obrane stanowiska.
Mam już takie ostrogi na moim odcinku, że zawsze trzymają one rybę. Zawsze, ale oprócz zimy.
Docieram wreszcie na ostrogę. Kucam w wysokich trawach porastających brzeg i wypatruję…
Muszę obrać taktykę, żeby jak najlepiej się ustawić przy średnim stanie wody.
Nie łowiłem nad Wisła od października, więc brakuje mi pewności siebie nad tak dużą wodą, stąd ta taktyka. Obieram wreszcie stanowisko. Na kucakach podchodzę do lustra wody jakieś 20-30 metrów od domniemanych stanowisk kleni. Chociaż na wstępie muszę się przyznać, że jakoś nie wierzyłem, że one tam są. Z doświadczeń poprzednich sezonów wyciągnąłem niejeden wniosek, że przy tym stanie wody kleń jakby omija ten przelew. Widocznie głębokość i siła nurtu mu nie odpowiada.
Na pierwszy ogień idzie srebrny mepps nr.0.
Kilka rzutów w poprzek rzeki lekko powyżej napływu. Prowadzę obrotówkę jak najwolniej i jak najgłębiej. Liczę bardziej na jazia niż na klenia. A dlaczego?? Bo kleń mieszka nieco dalej w nurcie, a jaź woli na tej ostrodze właśnie takie klimaty.
Myślę o jaziu, a tu z zadumy wyrywa mnie jakieś inne branie.
Nie jestem pewien co mam na haku, ale przypomina mi to zębatego, który uwielbia ten napływ i zawsze wypływa z głębin na żer.
Jeszcze kilka odjazdów i ma go przy nogach. Pewny chwyt za kark i jest mój. Jest mój na chwilę, mierzę go i wypuszczam. Miał 53 cm. Dałbym dużo, żeby wszyscy wypuszczali przynajmniej co drugiego zębatego. Ile szczupaków byłoby więcej…
Tego nie da się wyobrazić.
Może za 50 lat tak będzie, na pewno nie teraz. Szkoda…
Po obłowieniu napływu, przelewu i stwierdzeniu, że nie mam żadnych brań udaję się na zapływ.
Tutaj kijkiem do 30 gr, plecionką z ripperem zaopatrzonym w główkę 10 gr. Obławiam wsteczny prąd i liczne podmycia. Kilka rzutów i mam krótkiego szczupaka. To niestety było na tyle.
Pędzę na główkę obok. Zapływ tej główki jest dość ciekawy. Spora głębokość sprawia, że jest szansa na większego zębatego. W ruch idą gumy, woblery, ale po półgodzinie jestem zmuszony zmienić miejsce połowu. Idę na jedną z lepszych ostróg na tym odcinku Wisły. Nie będę opisywał jej dokładnie, bo po co??  To moja słodka tajemnica. Powiem tylko, że tutejsze ryby można łowić na pamięć.
Stan wody lekko zalał szczyt ostrogi, więc spodziewam się kleni. Wtapiam się w otoczenie. Podchodzę na kucakach na odległość rzutu lekką kleniowi przynętą i prubuję. Na początku obławiam tradycyjnie napływ. Pierwszy rzut i mam okonia. Jest gruby i ma 26 cm. długości. Taki okoń to tutaj rarytas. Podoba mi się jak odpływa…
Teraz skupiam się całkowicie na obławianiu napływu. Ale o dziwo więcej brań nie ma. Wchodzę w przelew.  Wchodzę bez pruderii i czajenia. Od razu prowadzę woblerka w samym środku płytkiego przelewu.
Mam kopnięcie w kij!!! Jest!!! To kleń. Szybki spływ z nurtem i się wypina.
No cóż. Kolejny rzut i podobna sytuacja…schodzi. Klenie oceniam na lekko ponad trzydzieści centymetrów. Następna próba. Jest!!!! Tym razem większy, dużo większy. Po ostrym uderzeniu kleń szybko spływa z prądem i wywija mi gigantyczne salto!!! Po czym niestety schodzi z haka. Miał grubo ponad czterdzieści centymetrów. Szkoda.
Odczekuję około piętnastu minut w ciszy i próbuję znowu.
Niestety duże klenie na pewno się wypłoszyły. Łowię tylko jednego klenia. Taki na pocieszenie.
Miał 28 cm. długości. No, ale to zawsze był Wiślany kleń. Następna wyprawa nad Wisłę za kilka dni.
To dobra okazja do rewanżu.

Maj 2007 roku
Nad Wisłę jadę z Dominiką. Ona nie mogła przepuścić takiej okazji wypadu na łono natury. Kiedy Ona rozkłada swoje siedlisko do czytania książki ja pędzę na rozmytą ostrogę w poszukiwaniu ogólnie wszystkiego. Nie liczę na klenia, bo ostroga jest często odwiedzana nie tylko przez wędkarzy, ale też przez wypoczywających ludzi, więc myślę o jaziu, który tutaj lubi się zapuszczać. Tym bardziej jak ostroga jest lekko przelana.
Na początek szukam, więc jazia przed przelewem w płytkiej wodzie jak i w przelewie. Łowię na meppsy nr.00 i 0 oraz na najmniejsze woblerki. Niestety oprócz jednego dziwnego trącenia nic się nie wydarzyło. To samo za ostrogą, gdy szukałem okonia i szczupaka. Cisza.
W basenie między ostrogami ostro goni nawet ładny boleń. Daję mu jednak spokój. A może to sobie spokój daję??
Pędzę na moją ulubioną ostrogę w sąsiedztwie Zapory na Nogacie. Jest bardzo krótka. Napływ ma bardzo kamienisty, a głębokości dołu za ostrogą nie jest w stanie oszacować. Tutaj przydałby się ktoś z bardzo ciężkim spinningiem, a nie taki ultralightowiec jak ja.
Wtapiam się w brzeg i wypatruję z pomiędzy traw jakiś oznak przelewu. Są kamienia, ale tuż przy brzegu. Woda jest za wysoka, żeby można było połowić dalej od brzegu w głównym przelewie wśród głazów polodowcowej wręcz wielkości.
Na początek ustawiam się poniżej przelewu i łowię szybciej. Może zaskoczę klenia?? Niestety…
Zmieniam stanowisko i ustawiam się powyżej, więc z tego miejsca będę mógł dłużej zaprezentować rybie swoją przynętę.
Kilka rzutów i około metr od brzegu mam branie. Krótki hol i mam klenia na brzegu. Szybkie mierzenie, fotka i wypuszczam go do wody. Miał 30 cm. długości. Jednak była to ostatnia ryba tego wieczora.
Może następnym razem się poszczęści.

Dzień Później

To ostatnia wyprawa podczas tego wyjazdu do Polski. Niestety. Było pięknie, ciekawie, pasjonująco, ale jak zwykle za krótko. Tego dnia miałem się spotkać nad Wisła z Piotrem Panasiukiem z Gdyni z Forum Wędkarskiego Świata, ale to spotkanie z przyczyn nie zależnych od Piotrka nie wypaliło. Może podczas następnego wypadu do Polski uda mi się z kimś z Forum spotkać. Zobaczymy.
Łowienie zaczynam dopiero o 10 przed południem. Na niebie żar leje się z nieba. Jest słonecznie, bezwietrznie i upalnie.
No cóż sprawdzę się i w takich warunkach. Wisła to Wisła, rządzi się swoimi prawami, więc nie ma się co martwić zawczasu. Powinno być dobrze.
Rozpoczynam od mojej kleniowej ostrogi. Tradycyjnie pierw obławiam napływ i sam przelew. Jakoś dzisiaj nie mam ochoty robić indiańskich podchodów od strony napływu.
Od razu na czworakach między trawami wchodzę na sam szczyt ostrogi. Nie wchodzę oczywiście tak naprawdę tylko w przenośni. Cały czas klęcząc w trawach około 3-4 metrów od wody posyłam długą odległościówką mierzącą 3.90 m. przynętę w domniemane stanowiska ryb.
Po około piętnastu minutach łowienia mam jak się później okazało jedynego klenia dnia. Miał 29 cm. Jednak jak na swoje małe rozmiary nieźle walczył. Wypuszczam go oczywiście i zabieram się za łowienie. Jednak następnych kleni nie ma.
Przenoszę się trochę wyżej, czyli na dół przed napływem. Odkładam odległościówkę i biorę trzy metrowy dość sztywny kij uzbrojony w plecionkę i tradycyjnie w rippera Manns. Kilka rzutów i w samym zagłębieniu mam branie. To szczupak. Nie jest duży. Może ma wymiar.
Kilka odjazdów i jest na chwilę mój. Mierzę… Ma 51 cm. długości. Wypuszczam go i łowię z myślą o jeszcze większym zębatym drapieżniku. Jednak nic się nie dzieje po tej stronie ostrogi. Idę na drugą stronę, ale tutaj w krótkim czasie łowię jednego małego szczupaka i nic więcej.
Przenoszę się, więc na ostrogę obok. Woda w tym dniu jest o około dziesięć centymetrów wyższa, więc na szczycie ostrogi jest trochę za głęboko jak na klenia. Potwierdza się to w praktyce. Kilkanaście minut obławiania tego przelewu nie przynosi mi ani brania.
Znowu odkładam odległościówkę. I próbuję złowić szczupaka. Najpierw sprawdzam napływową część ostrogi ripperem. Kilkanaście rzutów i nic się nie dzieje.
Tymczasem upał już doskwiera niemiłosiernie. Czasami dopadają mnie myśli o skończeniu łowienia, ale gdy przypomnę sobie, kiedy następnym razem przyjadę odechciewa mi się od razu kończyć łowienie.
Rippera zmieniam na woblera rodem z Gdyni. Góral imituje okonia i ma piękną drobną pracę, a przy tym ostro schodzi.
Kilka rzutów za przelew. Ściągam woblerka możliwie jak najbliżej dna tuż za przelewem, gdzie na pewno jest strefa prądowej ciszy i mam wreszcie uderzenie.
To znowu zębaty i też nie za duży, ale skuszony do brania w tak piekielny upał to podwójna radość.
Krótki hol uwieczniony jest szybkim wślizgiem na piaszczysty brzeg ostrogi i również szybkie mierzenie zdobyczy. Miał 50 cm. Wypuszczam szczupaka i łowię dalej. Na kolejne branie nie musze długo czekać.
Następny szczupak wziął u podstawy ostrogi na tą samą przynętę.
Wielkością też się nie różnił. Miał 50 cm. długości.
Trochę dziwią mnie tak dobre brania zębatego w tym upalnym dniu. Nie dziwiły by mnie brania o świcie lub po zmierzchu. Ale w samo południe, kiedy wszyscy uciekają od upału szczupak w najlepsze ugania się za pokarmem jakby nic sobie z tej temperatury nie robił.

Ciekawe…

Idę jeszcze na następną ostrogę i jest to już ostatnia ostroga dzisiejszego dnia, bo więcej nie wytrzymam w tym upale, a i tak jest jeszcze kilka spraw do załatwienia przed odlotem.
Przed wejściem na ostrogę obserwuje ją pokrótce. Jest może szansa na klenia. Niestety ta ostroga nie posiada przelewu na szczycie, więc rezygnuję z kleni i zabieram się za szczupaki.
Na branie na tej ostrodze też nie musze długo czekać Kilka rzutów w stronę nasady ostrogi i ma niezłe kopnięcie w kij. Ryba ładnie stawia opór i nie należy do ledwo wymiarowych.
Kilka odjazdów i ma jak się okazuje zębatego przy brzegu. Jeszcze jeden odjazd i jest na chwilę mój. Szybko go mierzę… Ma 63 cm. długości. Wypuszczam go i nie mogę się doczekać, kiedy tutaj wrócę.
Oby jak najszybciej…

@Przemek Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.