Dwa lata temu opisałem zdawkowo, bo szczegółowo się nie da tak pięknej rzeki opisać odcinek we wsi Biała Góra. Czas, więc opisać kolejny. Dotarłem tam osobiście w latach 90-tych. Był to czas, kiedy miałem więcej wolnego czasu. Życie kawalera nie goniło tak bardzo jak w obecnej chwili. Łowiskiem opisywanym jest prawobrzeżna Wisła we wsi Rudniki. Rzeka w tym właśnie miejscu skręca w prawo i cały impet nurt kieruje właśnie pod prawy brzeg, który jest tutaj wyjątkowo atrakcyjny. Atrakcyjność to nie tylko woda, a także to, że droga, która biegnie przeważnie przy samym wale zabezpieczającym tereny niżej położone odchodzi w kierunku wschodnim – kilka kilometrów od Wisły. To stwarza niesłychany spokój nad wodą. Często ostroga na którą byśmy dotarli wogóle nie była obławiana przez kilka dni.

Nie ukrywam, że jeżdżę nad ten odcinek za względu na klenie. Jest tutaj ich jeszcze trochę. Nie będę wody lał, że to eldorado. Było to świetne łowisko jeszcze 12 lat temu. Po pamiętnej powodzi stulecia w 1997 roku wszystko się zmieniło.

Rybostan cały czas się odradza, ale to zjawisko następuje powoli. Całe szczęście, że zniknęli już prawie całkowicie rybacy ze Spółdzielni Rybackiej Troć z Tczewa. Rok temu widziałem już ostatniego prekursora, który może na spółkę z nieuczciwymi „wędkarzami” wziąć na siebie odpowiedzialność za brak tak cennych wiślanych gatunków jak szczupak, sandacz, leszcz, węgorz. Przygodę z Wisłą zacząłem w 1995 roku i od tamtego okresu ci panowie subiektywnie rok po roku, co raz bardziej zapuszczali się w okolice przykos, bo ostrogi były już puste na tyle, by byli nie zadowoleni.

Mam jednak nadzieję, że teraz to się zmieni. Choćby w stopniu zadowalającym. Niestety jestem sceptykiem, jeśli chodzi o nastawienie miejscowej ludności, dla, której obcy jest regulamin, limity i wymiary ochronne. Robię się czerwony ze złości jak widzę „kłusowników” z kartami wędkarskimi w kieszeni, którzy wkładają krótkie szczupaki do reklamówek. Uwagi mało co pomagają. Niech nikt nie myśli, że to okoliczna ludność. Czasami to się zdarza, ale w większości przypadków to ludzie z miast, którzy tutaj przyjeżdżają dobrymi samochodami, łowią wędkami za kilkaset złotych. To nie są ludzie z marginesu, którzy nie mają co jeść…

Polska rzeczywistość?

Wędkowanie zacznijmy jednak od tzw. „Złotego Rogu”. W gwarze miejscowych to zakręt na granicy wsi Biała Góra. Droga odchodzi tutaj wraz z wałem od Wisły stwarzając dogodne warunki dla tutejszej zwierzyny leśnej. Te okolice sąsiadują z resztkami lasu żuławskiego w międzywalu Wisły-Leniwki oraz lasu na dnie doliny Wisły między Białą Górą a wsią Uśnice. Jest to las łęgowy jesionowo-wiązowy, a we fragmentach – las wierzbowo-topolowy.

Podczas wędrówek pieszych wzdłuż brzegu Wisły można zaobserwować liczne stada saren, pojedyncze osobniki zajęcy, lisów, a także dzików.

Odnośnie tych ostatnich należy przyjąć szczególne środki ostrożności. Gdy zaobserwujemy maciorę ze swoim potomstwem należy bezzwłocznie oddalić się z tego miejsca i przyjąć inny kierunek marszu omijając to stanowisko. Wspominam o tym, gdyż miałem już styczność z tym zwierzęciem w takich miejscach.

Idąc więc wzdłuż Wisły na tym odcinku bierzmy pod uwagę to, że zwierzęta wędrują tutaj do wodopojów. Uszanujmy to i sprawmy byśmy byli jak najmniej widoczni. Jesteśmy tylko częścią przyrody.

Złoty Róg obfituje nie tylko w zwierzynę leśną, ale także w ciekawe miejscówki, które zmieniają się wraz z każdą wysoką wodą, która kilka razy do roku przychodzi nad Wisłę. Łowienie zaczynam od pierwszej opaski na granicy z Białą Górą. Rzeka tutaj wychodzi z ciasnego zakrętu i przeważnie odkłada łachę piachu na samym środku.

Ta właśnie łacha piachu skierowuje nurt w stronę mojego brzegu. Jest tutaj na tyle ciasno, by woda wymyła głęboką rynnę wzdłuż opaski i kilku ostróg powyżej. Woda jest tutaj głęboka, ale są rejony spokojniejszej i także głębszej wody. Właśnie te okolice są atrakcyjne. Są tam cenione przeze mnie klenie, ale na łowisko wpływa też jaź, szczupak i sandacz.

Krążą legendy o sumach, które rwą słabe szczupakowe zestawy przyjezdnym spinningistom. Niestety sam nie mogę tego potwierdzić, ale rozmawiałem z kilkoma spinningistami, którzy sami stracili swój zapas żyłek na szpuli kołowrotka.

Może kiedyś spróbuję.

Podczas polowania na klenie, które ustawiają się wzdłuż opaski w silniejszym nurcie w nurtowych warkoczach można zaobserwować śmiałe ataki boleni. Ta rzeka przeżywała w tym odcinku boleniową zapaść w poprzednich latach, ale od dwóch lat widzę co raz częstsze ataki tej pięknej ryby, która jest rybą herbową Wisły. Bez niej woda jest martwa, pozbawiona życia.

Klenie tutaj to w większości przypadków stare fragmenty opasek i krótkie ostrogi, które czasami posiadają podwodne szczyty i na nich powinniśmy się skupiać. Wymaga to kilku wypadów nad tą wodę w celach zapoznawczych, bo nie da się ciągu kilku godzin rozgryźć wody, nad którą niektórzy spędzają pół życia.

Mam jednak kilka swoich ulubionych ostróg, na które niestety albo i „stety” trzeba wędrować około godziny wzdłuż brzegu i tam, gdzie zwierzyna wydeptała ścieżki. Muszę przy tym zachować ostrożność, bo mam kiepskie doświadczenia z dzikami. Cały problem dojścia, bo trzeba walczyć z ostami, pokrzywami dochodzącymi do prawie dwóch metrów wynagrodzi nam rzeka, która przywita nas spokojem. Brak konkurencji to jest to co lubię. Nie tylko warunki terenowe odstraszają wędkarzy, ale jest coś jeszcze. Tym czymś jest samica komara. Są okresy w wilgotniejszych latach, że naprawdę sam daje sobie spokój z wędkowaniem w tych okolicach. Nie dają rady te wszystkie medyczne specyfiki, bo po spryskaniu się za kilka minut mamy zmasowany atak tych owadów.

Jednak tutejsze ostrogi potrafią wynagrodzić wynikiem tego kto poświęci się, by tam dotrzeć. To jest tak jakby rzeka miała świadomość i nagradzała tego kto postępuje godnie w/g zasad. Nie ma nic jednak za darmo i poświęcenie, to jest to co trzeba spełnić.

Zawsze to robiąc mam potem nadzieję na odrobinę emocji, które mogą dać mi fajne miejsca, bo idąc ostroga po ostrodze można śmiało czytać wodę i widzi się jak na dłoni każdy garb, każdą rynnę, każdą mini rafę u szczytu ostrogi, a gdzie niegdzie po prostu równy głęboki nurt omywający kilka ostróg i tutaj sięgam po inny sprzęt i inny wachlarz przynęt, tych nie kleniowych tych na coś grubszego. Czasami się udaje, czasami nie. Zrozumie to każdy kto spędził tysiące godzin nad Wisłą w osamotnieniu wpatrując się w zachody słońca i żegnając jego ostatnie czerwone promienie.

@Przemek Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.