Wreszcie wybieram się nad River Gade. Miałem tą rzekę namierzoną już w marcu, ale czasu nie było i magia Grand Union Canal trzymała mnie w mocy nie miłosiernie.
River Gade jest związana z Grand Union Canal jak bliźniaki syjamskie. W miejscu, gdzie obecnie znajduje się Grand Union Canal płynęła kiedyś rzeka Gade.
W czasach, kiedy Anglicy szukali nowych sposobów transportowania towarów przekopano rzeką Gade i powstał Grand Union Canal.
Jeśli chodzi o meliorację jest to typowy jak na tamte czasy majstersztyk. River Gade płynie czasami wzdłuż kanału lekko odbija od niego płynąc wzdłuż parków, obszarów leśnych. Po czym wpływa do kanału znowu, by za kilka mil z niego wypłynąć.
Jest to przykład zurbanizowania terenu na wielką skalę. Tutaj, gdzie łowię (fotki) jest pięknie i wydawałoby się bajecznie. Ta przyroda, te drzewa, spokój.
Nic mylącego!!! Kilkaset metrów obok jest główna droga łącząca Watford z miejscowością Crloxley…. Są też blisko osiedla, domy. Jest głośno.
Czyli po chwili znika magia tej rzeki ze względu na hałas. Jednak jest to rzeka rybna. Głębokość w najgłębszych dołkach najgłębszych odcinków rzeki oscyluje w granicach metra.
Czyli jest to płytka rzeka. Ale chciałbym, żeby takie rzeki płynęły swobodnie w Polsce. Wyprawę zacząłem tuż za Parkiem Cassiobury najdalej w dół rzeki. Jest tu ciekawa bardzo zacieniona wyspa.

Wiem, że są tam klenie, ale jakiej wielkości to sam nie wiem.
Od miejscowych wędkarzy słyszałem o 7 funtowych kleniach (około 3.5 kg.), ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że takie kloce pływają tutaj.
Jednak na zewnętrznych lukach rzeki są dołki gwarantujące ładnego klenia. Zaczynam łowienia od małego woblerka Salmo. Jak okazuje się jest to świetna przynęta na tą wodę.
Mam od razu brania. Klenie są jednak małe (do 25 cm), ale jest tutaj ich spora ilość.
Łowię też dwa okonie 17 cm. i 18 cm. Są pięknie ubarwione. Mają świetne piaskowo – żwirowe barwy.
W pewnym momencie zauważyłem śniętego klenia, który nurtem spływał w dół rzeki. Miał ponad kilogram. Nie znam przyczyny śnięcia tej ryby, ale jej wielkość robi wrażenie.

Wędruję pod prąd rzeki cały czas robiąc zdjęcia i łowiąc. Po minięciu mostu docieram do progu wodnego.

Spotykam na swojej drodze cztery kaczki, które jakbym miał chleb jadły by mi z ręki. Były niemal oswojone. Tutaj powoli zaczyna się robić głębiej. Rzeka płynie wolniej i są już dołki gwarantujące większą rybę.
Łowię już jednego klenia 26 cm. Docieram do mostu. Podchodzi do mnie Anglik i prosi mnie o okazania licencji wędkarskiej. Okazuję się, że to żart i zagaduje mnie.
Po krótkiej opowieści o tym odcinku rzeki Gade w której dowiaduję się o pięknych kleniach zamieszkującej tą wodę i o brzanach, które są czasami łowione rośnie we mnie zapał jak nigdy. Skupiam się jeszcze bardziej i kombinuję jak mogę.
Jest kolejny kleń 26 cm. I kilka mniejszych.

Docieram do zwaliska, przy którym rzeka skupia się na drugim brzegu, a tuż za zwaliskiem tworzy się ciekawy warkocz. Są tutaj ryby. Łowię tutaj swojego pierwszego klenia trzydziestka na tej wodzie. A dokładniej klenie miały 28 cm. i 31 cm. Łowię jeszcze dwa okonie 18 cm. i 20 cm. długości
Świetna woda. Zmieniam miejscówkę.

Idę znowu kilkadziesiąt metrów i namierzyłem kolejne zwalisko. Są klenie. Czają się jak pstrągi.
Stoją idealnie cieniu za prądowym tuż za zwaliskiem.

Łowię znowu dwa klenie 27 cm. i 30 cm. Brania szybko ustają, bo to nie Wisła, a drobna rzeczka.
Mijam kolejny most. Zaczyna się powoli wypłycać, ale rzeka kręci i tworzy ciekawe rynny. I właśnie w takiej rynnie spowitym cieniem okolicznych drzew zacinam swojego pierwszego na tej rzece czterdziestka.
Hol jest piękny. Ryba wykorzystuje mój brak woderów i śmiało próbuje wejść w różne zawady nie brakujące na tym odcinku rzeki po czym odjeżdża na świszczącym hamulcu w dół rzeki. Doholowuję klenia do brzegu. Pewny chwyt za kark, fotka, mierzenie i wypuszczam go do wody jak z resztą wszystkie ryby.
Kleń miał 42 cm. długości.

Po tym kleniu stwierdzam, że mój spinner jest za delikatny na ten nurt. Muszę wykombinować sobie kijek. Tylko jak, ale tylko moja w tym głowa.
Pędzę dalej, bo czasu co raz mniej, a gdy spędza się cały dzień w pracy to i żona chce mnie widzieć chociaż każdego wieczora.

Docieram do ciekawej miejscówki. Dno jest usiane zielem mi nie znanym i są dołki, które na pewno trzymają klenie.
Pierwsze rzuty uświadamiają mnie w przekonaniu, że tak właśnie jest. W półgodziny łowię trzy klenie: 34 cm., 30 cm. i 28 cm. oraz okonia 19 cm. długości.
Miałem jeszcze dużo brań, ale kleń jak przystało na rybę bardzo kapryśną czasami bierze półgębkiem.
Często zastanawiam się nad fenomenem angielskich wód. Czym to jest spowodowane, że można tam tak świetnie bawić się wędkarstwem.

Złowiłem dzisiaj 10 wymiarowych jak na polskie warunki kleni i niewiele mniej okoni. Jeśli każdy mógłby zabierać ryby do domu to po miesiącu ta woda świeciłaby pustką. To daje do myślenia. No kill powinno być wprowadzone na stałe do polskich realiów.

@Przemek Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.