Czym tak właściwie jest Sękówka? W myśl encyklopedycznej definicji jest to niewielka rzeka Beskidu Niskiego, prawostronny dopływ Ropy o długości 24 km. Swoje źródła mieści w  paśmie Magury Wątkowskiej.

Czym Sękówka jest dla mnie? Przede wszystkim setkami godzin spędzonych w pogoni za jej głównym mieszkańcem- kleniem, całodniowymi wypadami o głodzie, emocjonującymi holami i istnym polem bitewnym. Swoje pierwsze, wędkarskie kroki stawiałem właśnie na niej.

 Łowienie dozwolone jest od ujścia potoku Małastówka do ujścia do Ropy. Rzeka w górnym biegu biegu ma około 2,5-3m szerokości. Według. mnie jest to jej najbardziej malowniczy fragment, oddalony od ludzkich siedzib, biegnący przez pola, lasy, łąki.. Ryby (głównie pstrągi) zamieszkujące ten odcinek mają się dobrze, liczne dołki zapewniają im schronienie.

Mój „złoty” odcinek rozpoczyna się w Sękowej, a kończy w Gorlicach. Dlaczego? Ano dlatego, że rzeka nieznacznie zwalnia, a jej kamieniste podłoże tworzy idealne warunki do bytowania klenia. Oczywiście nie jest to jedyna ryba występująca w Sękówce. Schronienie znajdują tutaj kiełbie, brzanki karpackie, strzeble potokowe, piekielnice, jelce czy też ukleje.

Niebywałym plusem „mojej” rzeki jest jej krystaliczna czystość, oraz fakt, że po każdym wezbraniu okolicznych wód nadaje się do łowienia w pierwszej kolejności. Tępo opadania i klarowania wody jest zadziwiające.

Sprzęt i przynęty.

Drążenie tego tematu mija się z celem, każdy ma własne preferencje, a także zaplecze finansowe. Ponadto został on świetnie opisany w poprzednich artykułach formowych kolegów. Co do wędki powiem jedynie, że powinna dobrze leżeć w dłoni, a  270cm jest wartością optymalną na tę wodę. Gramatura dostosowana do wielkości przynęt, a te przeważnie oscylują w granicach 3cm. Smużaki i wszelkie imitacje płytko schodzącego narybku potrafią narobić niezłego zamieszania. Jeśli o mnie chodzi to łowię tylko i wyłącznie na własne wyroby, sklepowe śliczności na końcu mojego zestawu to rzadkość.

Żyłka- jako, że klenie nie porażają wielkością, a przejrzystość wody owszem, stosuję 0,12 lub 0,14mm. Okulary polaryzacyjne według mnie to mus.

Łowienie.

To zdecydowanie najprzyjemniejsza część całej tej zabawy, przez długi okres czasu zastanawiałem się jak ją opisać i wybrałem streszczenie jednej z wakacyjnych wypraw.

Godzina 8.00, na cały pokój słychać melodyjkę wydobywającą się z głębi nastawionego budzika. Myślę- pora wstawać, klenie nie będą czekały w nieskończoność. Szybkie śniadanie, spakowanie wędkarskich meneli (im mniej tym lepiej) i pora ruszać w drogę. Jako, że do rzeki mam na oko 35 minut marszu po niezbyt ruchliwej ulicy, toteż rzadko wybieram inny środek komunikacji jak własne nogi. Auto czy rower byłyby problemem-  idąc w górę rzeki, nie rzadko przemierzam 2-3km.

Po dotarciu nad wodę, wypełnieniu rejestru, zmontowaniu zestawu… czas na bój. Słońce jeszcze nisko, woda wystarczająco nagrzana aby łowić w klapkach, okulary polaryzacyjne zwiększają komfort łowienia co najmniej o połowę.

Smużak na końcu zestawu, pierwszy rzut pod kamienną opaskę, pół obrotu korbką i jest! Pierwszy kleń melduje się na kamienistej plaży, na oko 30cm.

Doskonale zdaję sobie sprawę z potencjału tej miejscówki toteż łowię w niej jeszcze jakieś 30 minut, wyciągając kolejne klenie.

10 minut bez ryby, kurcze, chyba już zczaiły o co chodzi, trzeba iść dalej. Następna miejscówka za zakrętem. Spory dołek, a zaraz zanim przelew z pięknym nawisem śliwy mirabelelki. Ta miejscówka nigdy mnie nie zawodzi, kolejny trzydziestaczek melduje się na końcu zestawu.

Kolejne rzuty nie przynoszą ryby, pora na kolejną miejscówkę. Głęboki bunior z korzeniami jest domem prawdziwego kleniozaura. Od początku sezonu próbuję go przechytrzyć, bezskutecznie. Może tym razem? Rzut, przynęta spada z pluskiem na taflę wody, z korzeni wyłania się potwór, instynkt zadziałał, zmierza w kierunku mojej przynęty, w duchu myślę  „nareszcie jesteś mój!”… zdecydowanie za wcześnie. Nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd, do przynęty podrywa się dwudziestak, uprzedzając w ten sposób mojego potwora. Sporo rumoru podczas holu, miejscówka spalona, trudno, może innym razem. 

W tym momencie wkraczam na odcinek leśny, drzewa zapewniają cień, można się schronić przed palącym słońcem. Woda 30 cm, dość wartko płynąca, kilka korzeni, mogłoby się zdawać, że nie najlepsze miejsce na klenia. Nic bardziej mylnego, klenie są i to całkiem przyzwoite. Na końcu zestawu zawisa imitacja narybku, 3cm, z dwiema kotwicami. Rzut, szarpnięcie, siedzi. Ale co to? Drugie szarpnięcie i nie wierzę, mam dublet klenia, 2 ryby na jednego woblera. Szkoda, że nie zostały doholowane, obydwa odzyskują wolność nim dotarły do brzegu. Nie wolno się zniechęcać, czas ruszać w dalszą drogę.

Kolejny odcinek rzeki, nieco inny od tego, który właśnie przeszedłem. Coraz mniej luźnych kamieni, dno tworzą jednolite skały. Klenie z tego odcinka zachowują się nieco inaczej, są jakby czujniejsze. Żeby odpowiednio je podejść trzeba mieć dużo siły, a żeby mieć dużo siły, trzeba coś zjeść. Do tego celu idealnie nadaje się zrobiona wcześniej bułka, popita wodą z sokiem malinowym.

Przerwa dobiega końca, czas na kontynuować zmagania. Na końcu zestawu ponownie wędruje drewniany robal. Pierwsze miejscówki nie przynoszą klenia jednak nie jestem tym zaskoczony, nie należą one do moich ulubionych. Mijam je szybko idąc niestrudzenie w górę rzeki.

Wartki nurt, jedynym jego „spowalniaczem” jest wielki głaz, za którym czatują cwane rybki. Miejscówkę tą klenie dzielą z pstrągami, których na tym odcinku jest coraz więcej. Rzut, branie, pstrąg. Co prawda nie cieszy tak bardzo jak kleń no ale nie można narzekać, szybkie oswobodzenie i wraca na swoje stanowisko.

Kontynuując swoją wyprawę, z większą lub mniejszą skutecznością obławiam kolejne miejscówki. Kilkanaście kolejnych klusek melduje się na brzegu, dochodzę do mostu w Sękowej, zwiastuje on koniec dzisiejszej wyprawy, czas powrotu do domu. Idąc pieszo mam mnóstwo czasu na przemyślenie błędów i częściowe wyeliminowanie ich następnym razem. Dwudziestka klenia jak na jedną wyprawę to dobry wynik ale nie świetny, miałem dni kiedy łowiłem ich koło 30, jeden cudowny kiedy złowiłem ich ponad 40. Oczywiście niewymiarki też zostały wliczone. Rzekę w czasie wakacji odwiedzam średnio co 2-3 dni więc mam dużo czasu na testowanie nowych przynęt, technik prowadzenia, czy studiowanie zachowania ryb.

Na dzisiaj to wszystko co chciałbym wam przekazać, pozdrowienia dla całej ekipy @naklenie.pl, Wesołych Świąt i udanego Sylwestra.

Mateusz @terier1232 Gruca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.